Czytelnia

Holoubek w pierwszym akcie „Dziadów”. Notatki o formie


Taśmy, które zachowały się w archiwum dźwiękowym Teatru Narodowego, zawierają posklejane ze sobą i przemieszane nagrania dwu przedstawień Dziadów Kazimierza Dejmka.

Wejściówka na przedstawienie DZIADÓW Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka w dniu 30 stycznia 1968 roku
Wejściówka na przedstawienie Dziadów Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka w dniu 30 stycznia 1968 roku

Nagranie premiery jest kompletne; z drugiego przedstawienia mamy początek pierwszego aktu (obrzęd dziadów) i cały akt trzeci („Salon warszawski”, sceny z Senatorem). Zapis ma charakter techniczny; dźwięk rejestrowano z jednego mikrofonu ustawionego w kulisie, pewnie gdzieś przy pulpicie inspicjenta, nie dbając o jakość. Sceny chóralne z drugiego aktu przesterowały się niemal do nieczytelności. W scenie więziennej coś irytująco stuka, chyba iskrzy; potem, zdaje się, ktoś trącił mikrofon, poprawił wtyczkę czy wyprostował kabel i stukot ustaje. Nie wspominam o cichych rozmowach akustyków i kurtyniarza w tle – to nie przeszkadza, nadaje tylko nagraniu klimat. 

Fragmenty spektaklu sfilmowała też ekipa Polskiej Kroniki Filmowej w czasie sesji po ostatnim publicznym przedstawieniu. Większość tego materiału skonfiskowano, zostały urywki scen chóralnych i obrzędu; zwłaszcza te obrazujące Guślarza. Można na jednym z nich zobaczyć, jak druga część dramatu przechodzi w trzecią i jak po raz pierwszy zjawia się na scenie główny protagonista.

Holoubek wchodzi w kulminacji obrzędu dziadów, po wezwaniu, by przypomnieć ojców dzieje i po dedykacji, wygłoszonej w głąb sceny przez Opalińskiego, któremu rzeczywiście łamał się ze wzruszenia głos. Scena zmienia się, ustępują z niej stylizowani chłopi, a z głębi, zza podestu pomału wchodzą zesłańcy: niepewnie, szukając swojego miejsca na scenie, układając się na niej do snu w takt monotonnie powtarzanej, chóralnej suplikacji. Nawet dzisiaj robi to wrażenie; w 1967 roku, kiedy ledwie dekada upłynęła od ostatnich powrotów z Syberii, musiało robić nieporównanie większe. 

Siła efektu, który osiągnął Dejmek, polega na paradoksie: nie na zakłóceniu obrzędu, ale na tym, by właśnie wbrew oczekiwaniu dać mu się rozwinąć do końca. U Mickiewicza Guślarz chce wspominać ojców, ale nie udaje mu się to: przerywa z nagła („Stójcie”), widząc nieoczekiwaną zjawę. Zjawa nic nie robi, nie podejmuje żadnej roli, nie gra, nie komunikuje się, z nią też nie można nic zrobić i scena rozpada się w chaosie: pytanie Chóru: „Co to będzie?” nie jest już na koniec rytualne, lecz rzeczywiste. To profanacja obrzędu; elementarna teatralna dekompozycja wywołuje twórcze poczucie klęski i niespełnienia.

U Dejmka – porażki i niespełnienia publiczność miała dosyć. Uniewrażliwiła się już na nie. Wiedziała przy tym ze szkoły, że obrzęd dziadów nie dopełni się, że blade widmo powstaje i nic nie mówi pasterce… Reżyser nieoczekiwanie dla widzów uwolnił więc obrzęd. Kosztem wierności Mickiewiczowskiej literze usunął przeszkodę, która go niweczy. Pozostawił nas w nocy dziadów i w mocy oczyszczającego rytuału. Wspominamy ojców dzieje, nic nie przeszkadza; przed oczami mogą stanąć ci, o których na co dzień nie mówi się głośno. Nic nie zatrzyma katartycznego wylewu, który liturgia uprawomocnia i któremu daje potężny, melorecytacyjny wehikuł. Kiedy szukamy w przedstawieniu siły, która kazała jego publiczności wyjść na ulice i głośno krzyczeć o niepodległość bez cenzury, może nie od rzeczy jest zwrócić uwagę na ten moment, dla konstrukcji spektaklu kluczowy.

Holoubek wychodzi więc po takim inscenizacyjnym tour de force z lewej kulisy na środek, staje wśród pośniętych towarzyszy i zwraca się do publiczności. Wychodzi osobliwym krokiem, lekkim, jakby rozmyślnie lekkim, trochę próbując gruntu – ale skurczony w pasie barkowym. Trochę tak, jak gdyby kumulował siłę, a trochę jakby pod naporem spojrzeń, którym zaraz będzie musiał sprostać. Wtedy kończy się zapis filmowy PKF-u i jesteśmy zdani na dźwięk, ale też dźwięk zaczyna odtąd dominować. Gustaw odzywa się bowiem monologiem „Nocy cicha” i głosem hipnotyzuje publiczność. Zaczyna jak wprawny magnetyzer, od ukojenia. Początek monologu to naprawdę kołysanka, końcówki „wschodziszszsz...”, „pochodziszszsz...”, „rozsiejeszszsz...” przeciągają się nienaturalnie długo, aż zanikają w ciszy. Ton jest lekki, refleksje leniwe i nie do końca zobowiązujące, a większość zdań kończy się łagodną antykadencją.

Od początku – zauważył to już Raszewski – Holoubek mówi tekst nienaturalnie. To znaczy jak? Chyba przede wszystkim: muzycznie. Od razu układa monolog w podwójny ciąg: znaczeń i dźwięków, raz jedno a raz drugie uzyskuje prymat. W potocznej mowie ściągamy końcówki wyrazów. Mowa jest komunikacją, gdy więc powie się tyle, by słuchacz uchwycił sens słowa, naturalnie przeskakuje się resztę, spiesząc już do następnej jednostki znaczącej; paroksytoniczny akcent polszczyzny utrwala ten mechanizm. Holoubek, owszem, poddaje się gdzieniegdzie naturalnemu rytmowi: w tych partiach „Improwizacji”, w których wysnuwa myśl, precyzuje ją i dobija się nowej, końcówki stukają rzeczowo i niezwłocznie. Wielokrotnie jednak podbija końcówki, przedłuża je, daje się nieść, a nawet ponieść dźwiękowi; tworzy zaśpiew, który rezonuje i ustanawia osobny, ważny wymiar tekstu. Holoubek prowadzi monologi w przestrzeni wyznaczonej także i przez ten wymiar. „Improwizacja” będzie się rozgrywała pomiędzy prometejsko-bogoburczą myślą a upojeniem dźwiękami własnych słów. Chwilami stanie się ono ostentacyjne i poprowadzi do jaskrawej groteski – jak w szczycie uzurpacji, przy kogucich glissandach słów: „Bo jestem nieśmi-E-rt-E-lny! i w stworzenia kole są‑ i‑I‑inni nieśmiertelni…”.

Częściej jednak tworzy melodię mowy. Holoubek śpiewa – i słyszy swe śpiewy. Dzięki temu zaśpiewowi monolog „Nocy cicha…” jest niezrównany w swojej lekkości, magnetycznej sile, delikatności; nieco pieszczotliwy. Dźwięczny. Szlachetnie dźwięczny. Nie można się dość nacieszyć tym dźwiękiem. Nawet fraza: „Głupcy… o niej bają” – przechodzi mocniej, ale bez irytacji, z wielkopańską pogardą. Nieskażona poezja. 

Ton pieszczotliwy nabrzmiewa goryczą w następnej kwestii, dodanej przez Dejmka z czwartej części dramatu, po głosach duchów nocnych o „kometach z jasnym warkoczem”:

Nie! nie mogę zapomnieć o niej i umarły.
Wszakże ją widzę, wszak tu, o, tu stoi!
Płacze nade mną... jaka łezka szczera!
Płacz, moja luba, twój Gustaw umiera!
Z czego umarłem? nie mów, że z rozpaczy;
Powiedz, że byłem zawsze rumiany, wesoły,
Żem ani wspomniał nigdy o kochance,
Że sobie grałem w karty, piłem z przyjacioły...
Że ta pijatyka... tańce...
Że mi się w tańcu... ot
skręciła noga.
Z tego umarłem....

Gorycz ta rośnie w następnej, po głosie anioła, apostrofie do tyranów. Tutaj, pod koniec, po raz pierwszy braknie aktorowi tonu. Premierowe wykonanie jest w ogóle chropawe, podenerwowane. Holoubek będzie się „sypał”, głosy wszystkich są podniesione o pół tonu i hektyczne – już w trzecim akcie nagranym kolejnego wieczoru widać, jak to opadło.

Przynajmniej na premierze Holoubek miał jeszcze kłopoty z emocjonalnym zrównoważeniem całego swojego monumentalnego, wieloczłonowego występu z jego pośrednimi kulminacjami. W dodatku dysponował głosem raczej dźwięcznym niż potężnym. Pięknym, zdolnym do modulacji, metalicznym, ale bez organowego wolumenu. Trudno mu ryczeć burzą; na pewno trudno zagrzmieć nagle. Kiedy wyjdzie na szerokie wody „Improwizacji”, będzie się wznosił stopniowo i dojdzie do symfonicznego, ostatecznego fortissimo; po drodze jednak, w uczuciowych zrywach głos się jak gdyby przesterowuje, nadrabia chrapliwością. W najgorszych momentach pobrzmiewa – o ile zamierzenie? – histerią.

O ile zamierzenie? Skoro Konrad Holoubka jest zdolny tyleż do autoironii, co i do groteski; w jakim stopniu nerwowość aktora wtapia się w nerwowość postaci? Chwilami jest całkowicie prywatna: w drugim akcie, po najgorszej „sypce” w scenie egzorcyzmów („Wiesz ty, co będzie z tobą za lat dwieście?”).

Holoubek natychmiast nadrobi wpadkę chrapliwą zwyżką tonu, wyraźnie po to, żeby zatrzeć złe wrażenie. Podobnie będzie czynił po tekstowych zawahaniach w „Improwizacji”. W scenie więziennej waha się nieustannie, miota się; jest emocjonalnie nieczytelny. Przy nieco sztywnym patosie jego partnerów cała scena przebiega nerwowo. To chaotyczny czas pośredni – bo prolog wybrzmiał przedtem wspaniale. Na tle cichego „Gaude Mater” odbyła się przemiana bohatera: lamentacyjne, dogasające „Gustavus obiit” i przyciszone, introwertyczne „Hic natus est Conradus” – z długą, pełną oczekiwania pauzą zanim wypowie się nowe imię, z ostrożną artykulacją, gdy obejmuje się je w posiadanie i sprawdza, co przyniesie; obydwa człony przemiany wieńczy refren dzwoniącej w ustach Anioła łacińskiej daty.
Potem zaś „Człowieku nie wiesz nawet…” − po miękkich wzruszeniach poprzednich kwestii wypowiedziane męskim, zdecydowanym tonem, właśnie ze ściągniętymi końcówkami, władczo, rozkazująco. Mówi świeżo narodzony Konrad: nie wzbudza już litości i nie czaruje osobowością, stawia sobie zadanie. Potem spróbuje wypełnić je w „Improwizacji”. Wszystko to szczyty artyzmu Holoubka; jakkolwiek „Improwizacja” z natury rzeczy zyskała nieprześcignioną sławę, przygotowujący ją prolog także bez wątpienia jest aktorskim arcydziełem.

„Improwizacja”. Jak się rzekło, Konrad próbuje przez nią zrealizować wiarę, którą zadeklarował tuż po swych narodzinach: że władza jego ogromna i że samotny, więziony, myślą i wiarą może zdziałać nieskończenie wiele. Najpierw kwituje – podobno z dyskretnym uśmiechem – fakt, że został sam w celi. Godzi się z nim („cóż po ludziach”) i jeszcze objaśnia tę myśl widowni („Czym śpiewak dla ludzi”). 

Wiele lat później Holoubek komentował początek „Improwizacji” w rozmowie z Andrzejem Hausbrandtem i to objaśnienie wydaje się wobec Dejmkowskiego przedstawienia dosyć wierne. Konrad szuka odpowiednich sformułowań, idzie za myślą, przechodzi od jednej do następnej, dbając zarazem, by „wytłumaczyć najprzystępniej sens tego, co chce się powiedzieć”. 

Zwłaszcza dba o to ostatnie. Słychać bowiem, że myśl przychodzi mu bez trudu, że w pełni nad nią panuje, bawi się wykładem, syci swoją sprawnością w budowie metafor i obrazów. To powolna, nasycona pauzami partia monologu. Z niej chyba poszła legenda o interpretacji przepojonej refleksją: ta wstępna partia daleka jest bowiem od jakiejkolwiek spontaniczności. Holoubek podtrzymuje kunsztowny ton długo, jak gdyby powściąga wzbierające fale tekstu. Konrad jest teraz naprawdę mistrzem. Czujemy przyjemność samego obcowania z nim. Jego mistrzostwo przejawia się zaś, oprócz poetyckiej doskonałości, także i w wirtuozowskiej, spokojnej swobodzie, wolnej od wszelkiej egzaltacji, nie przytłoczonej więzieniem, cierpieniem, niespełnieniem. On naprawdę wyrasta ponad warunki. Moduluje głos, dźwięczy jak szklane harmoniki kręgi. Rozpędza się dopiero w anaforze „Ich wdziękami się lubuję, / Ich ruch myślą odgaduję” i samoupojeniu: „W pośrodku was jak ojciec wśród rodziny stoję, / Wy wszystkie moje!” – i ostatnim słowem siecze znów chrapliwie, ze spłaszczonymi samogłoskami, bezsilnie przesilonym tonem, nie słyszanym już od dłuższej chwili, od czasu (jak aktor to w rozmowie z Hausbrandtem określi) „bełkotu małej improwizacji”.
Od tego momentu Konrad zaczyna częściej chrapać, warczeć i forsować głos, wspinając się mozolnie i przykro – „do Ciebie!”.  
To najbardziej ryzykowna, środkowa część monologu. Za każdym chrapnięciem głos wznosi się trochę, przybiera na sile – niewiele; aktor podkreśla progi emocji ponad ich rzeczywistą wysokość. I jakkolwiek przykre, te kolejne zgrzyty są jakoś skuteczne: sprawiają bowiem wrażenie, że głos nabrzmiał bardziej niż w rzeczywistości. Naprawdę bowiem Holoubek dosyć oszczędnie zwiększa natężenie głosu. Tembr jego mowy ewoluuje powoli. A żeby dodatkowo ożywić ów powolny postęp – głos znów miota się na wszystkie strony. Ile należy tu przypisać premierowemu niewyważeniu? Jak to wyglądało w następnych przedstawieniach? Ile przypisać rozmyślnej grotesce, coraz bardziej gorączkowej i natrętnej uzurpacji, w którą pcha się bohater? Demonstracji bezsilności, pozorów siły? Czasami Konrad wyzwala się z mozołu metafizycznej wspinaczki, roztasowuje się na właśnie osiągniętych płaskowyżach; snuje kolejne szerokie obrazy ze śmiechem, ze swobodą i zadowoleniem z własnego konceptu. Porównuje swoje siły z boskimi – „boś i Ty po nie nie chodził!”. 

Czasem płacze nad sobą i wzrusza własną empatią, i snuje projekt własnego człowieczobożego zamordyzmu. Faktycznie płynie tu milion tonów: czasem fałszywych, ryzykownych, czasem sprzecznych ze sobą; czy aktor naprawdę wie o każdym, który dobył? Cała ta tenorowa aria dobiega końca wraz z rzuconym Bogu wyzwaniem i z uporczywym boskim milczeniem. Następuje paroksyzm wściekłości, pospieszny, potoczysty wiersz jak gradem: „blaski, dymy, huki”. 

Ten wiersz zgromadził już pełną energię; monolog rozhuśtał się już w pełni. Można teraz odpuścić na chwilę, wyhamować i przygotować się do ataku na szczyt. Po rozpaczliwym okrzyku „Dałeś mnie najkrótsze życie i najmocniejsze uczucie” następuje więc introwertyczna, cicha antyfona: „Czym jest me czucie?”.

Znowu spowalnia się rytm. Bardzo się spowalnia. Myśl snuje się ostrożnie i każda myśl, kiedy się pojawi, sprawia, że mówca na chwilę niemieje. Potem dopiero wypowiada spostrzeżenie – tkliwie i trochę zdumiony jego prostotą czy oczywistością. Rozpoczęła się ostatnia, po wahaniach części środkowej znów arcymistrzowska, faza Holoubkowej „Improwizacji”. Wysiłek protagonisty wspomaga teraz dodatkowa energia zbiorowości: znów, tak jak w prologu, rozbrzmiewa „Gaude Mater”, pojawiają się półchóry duchów. Kiedy więc po antyfonie monolog wychodzi na ostatnią prostą („Śmiało, śmiało…”), udaje mu się uzyskać jeszcze większe natężenie. Jego patos jest już w tej chwili niepowstrzymany, grzmiący – ale szlachetny i czysty; gdy przedtem przejawy patosu tłumiły dźwięczność tonu, teraz idzie on z nią w parze. Kolejne progi emocjonalne pokonuje się czystym głosem, jak również ostatni akt rozpaczliwego sarkazmu („omyłką liczebną!”). 

Wszystko zestraja się w najwyższym natężeniu, nie ma potrzeby dalej wyważać i równoważyć; w finałowym ataku mowa z akompaniamentem chórów osiąga wymiar symfoniczny.

Ostatnie wersy Holoubek dosłownie wyśpiewuje. Nie czuje się tego: egzaltacja naturalnie osiągnęła poziom śpiewu. Dźwięczne do końca, do końcówek słów, frazy: „całe obręby stworzenia”, „z pokoleń pójdzie w pokolenia”, przetaczają się synkopowanymi kadencjami i milkną. Wyczekawszy chwilę, nie doczekawszy się, pełnym podziwu dla tych potoków mowy szeptem Salaburski podrzuca finałowe „carem”. Świetnie, trudno o większy kontrast.

O tym właśnie, premierowym Holoubku, Raszewski zanotował: „Niekoniecznie zarysowuje postać, natomiast bardzo ciekawie interpretuje tekst”. 

Już wtedy zatem dała się odczuć autonomia tekstu, którą mu aktor wszystkimi muzyczno-retorycznymi środkami nadaje. Z jednej strony – jak świadczą – Holoubek dał Konradowi rysy znajomego z widowni: warszawskiego inteligenta z lat sześćdziesiątych, który wrzucony w entourage sprzed półtora wieku uwiarygodnia go i tłumaczy. Z drugiej strony – nadał monologom formę, która oderwała się od obecności aktora, której stał się on jedynie medium. Forma ta pozwala nie wczuwać się w postać. Może nawet lekko do wczucia zniechęcać: utrzymuje bowiem dystans. Na premierze mogło to przeszkadzać, po czterdziestu latach zapewnia dziełu żywotność. Na tym chyba rzecz polega. Wpierw – improwizacja oderwana od spontaniczności. Konsekwentne łamanie myśli w słowach, połykanie niewidzialnej rzeki, by uwidoczniła się jedynie w przetworzonych, opanowanych formach, z romantyczną ironią. Potem zaś – orkiestracja głosu. Wspomniane już przetworzenie podstawowego konfliktu „Improwizacji” na plan formalny: uciekająca, śmiała do bluźnierstwa myśl – versus upojenie dźwiękiem słowa. Nienaturalnie, choć frapująco. Dalej brzmi to nienaturalnie. Przesycone formą, powstało dzieło, które osobliwym torem wypadło z czasu: po czterdziestu latach dźwięczy chyba równie kunsztownie, dziwnie i odkrywczo, jak na premierze.

Autor: Tomasz Kubikowski – kierownik literacki Teatru Narodowego

Pierwodruk: „Teatr” nr 6/2008

Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) w DZIADACH Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Premiera w Teatrze Narodowym 25 listopada 1967. Fot. Franciszek Myszkowski / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego
Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) w Dziadach Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Premiera w Teatrze Narodowym 25 listopada 1967. Fot. Franciszek Myszkowski 
Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) w DZIADACH Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Premiera w Teatrze Narodowym 25 listopada 1967. Fot. Franciszek Myszkowski / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego
Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) w Dziadach Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Premiera w Teatrze Narodowym 25 listopada 1967. Fot. Franciszek Myszkowski 

Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) w DZIADACH Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Premiera w Teatrze Narodowym 25 listopada 1967. Fot. Franciszek Myszkowski / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego
Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) w Dziadach Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Premiera w Teatrze Narodowym 25 listopada 1967. Fot. Franciszek Myszkowski 

  • INNE ROZKOSZE – spektakle odwołane

    Teatr Narodowy | Scena przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego. Fot. Marta Ankiersztejn

    Z przykrością informujemy, że z powodu choroby w zespole aktorskim spektakle Innych rozkoszy w dniach 28, 29 i 30 października zostały odwołane.

  • Repertuar listopadowy

    Cezary Kosiński (Faust), Hanna Wojtóściszyn (Małgorzata) w FAUŚCIE Johanna Wolfganga Goethego w reż. Wojciecha Farugi. Fot. Marta Ankiersztejn

    Premiera Słodkiego ptaka młodości Tennessee Williamsa w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. A ponadto Faust, Czekając na Godota i wiele innych tytułów. 

  • Repertuar październikowy

    Na pierwszym planie: Anna Grycewicz (Wita) w TERMOPILACH POLSKICH Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty. Fot. Marta Ankiersztejn

    Oresteja wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala! Premiera 10 października. Wśród tytułów – Termopile polskie, Moralność pani Dulskiej i Zaćmienie w dwóch aktach.

  • ORESTEJA – wybór pierwszych popremierowych recenzji

    Scena zbiorowa. Fot. Mariia Shulga

    Przedstawiamy wybór pierwszych popremierowych recenzji Orestei wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala.

  • Klaudia Gębska z nagrodą główną Festiwalu „m-Teatr”!

    Zuzanna Saporznikow (Agnieszka), Patrycja Soliman (Padawanka), Kinga Ilgner (Magda), Anna Lobedan (Kasandra), Aleksandra Justa (Rebecca), Edyta Olszówka (Kamila) w MĘŻCZYŹNI OBJAŚNIAJĄ MI ŚWIAT Rebekki Solnit w reż. Klaudii Gębskiej. Fot. Karolina Jóźwiak

    Klaudia Gębska za reżyserię spektaklu Mężczyźni objaśniają mi świat Rebekki Solnit, wg scenariusza Mariusza Gołosza otrzymała główną nagrodę 16. Festiwalu Koszalińskie Konfrontacje Młodych „m-Teatr”!

  • Repertuar grudniowy

    Centralnie: Beata Fudalej (Ruth Berlau) w SKÓRZE WĘŻA autorstwa i w reż. Artura Urbańskiego. Fot. Krzysztof Bieliński

    Premiera 451° Fahrenheita wg Raya Bradbury’ego w reżyserii Jana Klaty! Wśród tytułów: Skóra węża. Bilety na 451° Fahrenheita dostępne będą wkrótce.

  • TEATR DLA SENIORÓW I STUDENTÓW

    Karol Pocheć (Książę Józef), Danuta Stenka (Katarzyna) w TERMOPILACH POLSKICH Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty. Fot. Karolina Jóźwiak

    Wśród propozycji – Termopile polskie. Na jeden dokument uprawniający do zniżki przysługują dwa bilety w cenach promocyjnych. Zapraszamy!

  • ORESTEJA z Honorowym Patronatem Ambasady Belgii

    ORESTEJA wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala, grafika: Mat Kubaj / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

    Ambasada Belgii objęła honorowym patronatem premierę ORESTEI wg scenariusza i w reżyserii Luka Percevala, jednego z najważniejszych europejskich twórców teatralnych. 

  • Co się dzieje w naszych umysłach i sercach?

    Hanna Wojtóściszyn (Ifigenia), Danuta Stenka (Hekuba) w ORESTEI wg scenariusza i w reż. Luka Percevala. Fot. Mariia Shulga

    Luk Perceval przygotował spektakl Oresteja według własnego scenariusza na motywach trylogii Ajschylosa. Premiera odbyła się 10 października. 

  • Jan Klata z Nagrodą im. Cypriana Kamila Norwida!

    TERMOPILE POLSKIE – próby: Jan Klata (reżyser). Fot. Marta Ankiersztejn

    Jan Klata został uhonorowany Nagrodą im. Cypriana Kamila Norwida za reżyserię, adaptację i opracowanie muzyczne spektaklu Termopile polskie Tadeusza Micińskiego.

  • Vouchery do Teatru Narodowego

    Voucher do Teatru Narodowego. Fot. Marta Ankiersztejn

    Długoterminowe vouchery do Teatru Narodowego to wyjątkowy podarunek. Są dostępne online oraz w kasach Teatru. 

  • Rezydencja artystyczno-badawcza w TN

    Mykyta Poliakov. Fot. Imra Tzariowa

    Już jesienią swoją rezydencję artystyczno-badawczą w Teatrze Narodowym odbędzie Mykyta Poliakov, ukraiński reżyser teatralny i dyrygent. 

  • Z ogromnym smutkiem żegnamy Jana Frycza

    Jan Frycz, aktor Teatru Narodowego. Fot. Marta Ankiersztejn

    Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 roku. Był jednym z najwybitniejszych polskich aktorów.

  • Podsumowanie sezonu 2025/2026

    Scena zbiorowa, na pierwszym planie: Jerzy Radziwiłowicz (Król) w TERMOPILACH POLSKICH Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty. Fot. Karolina Jóźwiak

    Zakończyliśmy pierwszy sezon pod dyrekcją Jana Klaty. Przygotowaliśmy 5 premier, zagraliśmy 417 przedstawień, a odwiedziło nas 87 567 widzek i widzów. Dziękujemy za ten wspólny czas!

     

  • MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ – popremierowe recenzje

    Hanna Wojtóściszyn (Hanka), Kamil Mrożek (Zbyszko Dulski), Małgorzata Kożuchowska (Pani Dulska). Fot. Tobiasz Papuczys

    „Anna Augustynowicz odczytała Moralność pani Dulskiej wprost fantastycznie”, „wybitna jest Małgorzata Kożuchowska w roli tytułowej” – przedstawiamy wybór popremierowych recenzji. 

  • Za fasadą | premiera MORALNOŚCI PANI DULSKIEJ

    Michalina Łabacz (Mela Dulska), Małgorzata Kożuchowska (Pani Dulska) w MORALNOŚCI PANI DULSKIEJ Gabrieli Zapolskiej w reż. Anny Augustynowicz. Fot. Tobiasz Papuczys

    Koncert hipokryzji i pozorów – co kryje się za fasadą? Moralność pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Anny Augustynowicz, z Małgorzatą Kożuchowską w roli tytułowej.  

  • Rozmowa z Anną Augustynowicz

    MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ – próby: Anna Augustynowicz – reżyserka. Fot. Marta Ankiersztejn

    „Salon państwa Dulskich jest kryjówką, ale także ringiem" – mówi Anna Augustynowicz, reżyserka Moralności pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej.

  • „KLASA TN. Pierwszy dzwonek” – finał 5. edycji!

    Zakończyliśmy tegoroczną, 5. edycję projektu edukacyjnego „KLASA TN. Pierwszy dzwonek” z udziałem uczennic i uczniów warszawskiej Szkoły Podstawowej nr 211. 

  • „KLASA TN. Drugi dzwonek” – finał 5. edycji!

    Za nami finał 5. edycji projektu „KLASA TN. Drugi dzwonek”! 10 czerwca odbyły się pokazy warsztatowe XLIX LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Johanna Wolfganga Goethego.

  • PROWADŹ SWÓJ PŁUG... – wybór recenzji

    Jacek Mikołajczak (Wielka Stopa), Mirosław Konarowski (Prezes), Dominika Kluźniak (Janina Duszejko), Piotr Grabowski (Komendant) w spektaklu PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH Olgi Tokarczuk w reż. Ewy Platt. Fot. Przemysław Jendroska

    Recenzje po premierze: „Spektakl gęsty od emocji i wizualnych metafor”, „postać Duszejki w kreacji Dominiki Kluźniak tchnie autentyzmem”, „świetny spektakl Ewy Platt”.

  • Wystawieni na strzał. Rozmowa z Ewą Platt

    PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH Olgi Tokarczuk – próba: Ewa Platt (reżyseria). Fot. Marta Ankiersztejn

    Ewa Platt inscenizuje Prowadź swój pług... Olgi Tokarczuk. „Duszejko nie chce popaść w szaleństwo tego świata – mówi o głównej bohaterce reżyserka. – A jest to świat, którym rządzi wieczne polowanie”.

  • Świat, którym rządzi wieczne polowanie

    Dominika Kluźniak (Janina Duszejko) w spektaklu PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH Olgi Tokarczuk w reż. Ewy Platt. Fot. Przemysław Jendroska

    Prowadź swój pług przez kości umarłych na podstawie powieści Olgi Tokarczuk w reżyserii Ewy Platt. Premiera odbyła się 25 kwietnia na dużej scenie Teatru.

  • MĘŻCZYŹNI OBJAŚNIAJĄ MI ŚWIAT – wybór recenzji

    Aleksandra Justa (Rebecca) w MĘŻCZYŹNI OBJAŚNIAJĄ MI ŚWIAT Rebekki Solnit w reż. Klaudii Gębskiej. Fot. Karolina Jóźwiak

    „Doskonale mapuje drogę, jaką przebyło samo pojęcie mansplainingu”, „świetnie balansuje między humorem a powagą” – przedstawiamy wybór popremierowych recenzji. 

  • Jesteś wolna, ważna, potrzebna

    Klaudia Gębska, reżyserka MĘŻCZYŹNI OBJAŚNIAJĄ MI ŚWIAT Rebekki Solnit. Fot. Marta Ankiersztejn

    „Chcemy odzyskać to słowo – feminizm, chcemy, by niosło ze sobą równość, empatię, zrozumienie” – mówi Klaudia Gębska, reżyserka spektaklu Mężczyźni objaśniają mi świat Rebekki Solnit.

  • Słowa mają moc

    Zuzanna Saporznikow (Agnieszka), Patrycja Soliman (Padawanka), Kinga Ilgner (Magda), Anna Lobedan (Kasandra), Aleksandra Justa (Rebecca), Edyta Olszówka (Kamila) w MĘŻCZYŹNI OBJAŚNIAJĄ MI ŚWIAT Rebekki Solnit w reż. Klaudii Gębskiej. Fot. Karolina Jóźwiak

    „Słowa mają moc” – pisze Rebecca Solnit. Twórcy spektaklu Mężczyźni objaśniają mi świat zastanawiają się, jak nazywać rzeczywistość i jak wyznaczać granice.

  • DZIADY – 10 lat od premiery

    Paulina Szostak (Anioł), Grzegorz Małecki (Gustaw-Konrad), Paulina Korthals (Anioł) w DZIADACH Adama Mickiewicza w reż. Eimuntasa Nekrošiusa. Fot. Krzysztof Bieliński

    Na 250-lecie Teatru Narodowego Eimuntas Nekrošius, litewski poeta sceny, wystawił Dziady. Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo o tym niezwykłym przedstawieniu.

  • FAUST zza kulis

    FAUST Goethego w reż. Wojciecha Farugi zza kulis: scena zbiorowa. Fot. Marta Ankiersztejn

    Faust z innej perspektywy! Zaglądamy za kulisy przedstawienia w reżyserii Wojciecha Farugi. Zdjęcia Marty Ankiersztejn – świadectwo chwili. 

  • NIEWYCZERPANY ŻART – wybór recenzji po premierze

    Paweł Brzeszcz (Gangster), Robert Czerwiński (Don Gately), Hubert Woliński (Gangster) w NIEWYCZERPANYM ŻARCIE Davida Fostera Wallace’a w reż. Kamila Białaszka. Fot. Karolina Jóźwiak

    „Spektakl wydaje się trafiać ze swoim szaleństwem w sedno współczesności”, „Wszystkie kreacje aktorskie są imponujące” – przedstawiamy wybór popremierowych recenzji.

  • Algorytm. Rozmowa z Kamilem Białaszkiem

    NIEWYCZERPANY ŻART – próby: Kamil Białaszek (reżyser). Fot. Marta Ankiersztejn

    „To opowieść o ambicji, która przeradza się w rodzaj uzależnienia. Szukamy czegoś, co nas odetnie od bodźców. Jedną z tych rzeczy jest algorytm” – mówi reżyser Niewyczerpanego żartu.

  • Z ogromnym smutkiem żegnamy Piotra Cieplaka

    Piotr Cieplak. Fot. Marta Ankiersztejn

    Odszedł nasz Przyjaciel i Mistrz – Piotr Cieplak. Składamy najszczersze kondolencje Rodzinie, Bliskim oraz wszystkim, dla których Jego sztuka była drogowskazem.


  • TERMOPILE POLSKIE – wybór popremierowych recenzji

    Karol Pocheć (Książę Józef), Paweł Paprocki (Dąbrowski), Anna Grycewicz (Wita), Cezary Kosiński (Kościuszko) w TERMOPILACH POLSKICH Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty. Fot. Karolina Jóźwiak

    „Termopile polskie są spektaklem niebezpiecznie współczesnym”, „Jan Klata swoją dyrekcję otwiera spektakularnie” – wybór recenzji po premierze.

  • TERMOPILE POLSKIE z innej perspektywy

    TERMOPILE POLSKIE Tadeusza Micińskiego w reżyserii Jana Klaty | fotografia zza kulis: Anna Grycewicz (Wita). Fot. Marta Ankiersztejn

    Przygotowania, scena widziana zza kulis, spojrzenie z innej perspektywy – przedstawiamy zdjęcia zza kulis Termopil polskich autorstwa Marty Ankiersztejn.   

  • Bartłomiej Kiełbowicz | KRAJ(OBRAZ)WOJNY

    KRAJ(OBRAZ)WOJNY | wystawa Bartłomieja Kiełbowicza towarzysząca premierze TERMOPIL POLSKICH Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty. Fot. Marta Ankiersztejn

    Towarzysząca spektaklowi Termopile polskie w reżyserii Jana Klaty wystawa/interwencja Bartłomieja Kiełbowicza to opowieść o współczesności zdeterminowanej przez historię.

  • Przeklęty los | premiera TERMOPIL POLSKICH

    Scena zbiorowa, centralnie: Karol Pocheć (Książę Józef) w TERMOPILACH POLSKICH Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty. Fot. Karolina Jóźwiak

    Przeklęty los naszej części Europy, pytania o narodową wspólnotę – premiera Termopil polskich Tadeusza Micińskiego w reżyserii Jana Klaty 22 listopada z okazji 260-lecia Teatru Narodowego.

  • 260 lat Teatru Narodowego!

    PORTRET WOJCIECHA BOGUSŁAWSKIEGO, Józef Reichan, 1798 (domena publiczna)

    260 lat temu, 19 listopada 1765 roku, zespół polskich aktorów dał premierę Natrętów Józefa Bielawskiego pod kierunkiem autora. 

  • DZIADY zza kulis

    Anna Grycewicz (Dusza), Grzegorz Małecki (Gustaw-Konrad) w DZIADACH Adama Mickiewicza w reż. Eimuntasa Nekrošiusa. Fot. Marta Ankiersztejn

    Intrygujący świat Dziadów Eimuntasa Nekrošiusa w obiektywie Marty Ankiersztejn. Przedstawienie litewskiego mistrza teatru do dzisiaj pozostaje w naszym repertuarze. 

  • Wspominamy Jerzego Grzegorzewskiego

    JERZY GRZEGORZEWSKI – WSPOMNIENIE | kadr z materiału wideo

    Wspominamy jednego z najoryginalniejszych inscenizatorów polskiej sceny. 9 kwietnia przypada 20. rocznica śmierci Jerzego Grzegorzewskiego. Zachęcamy do obejrzenia materiału wideo.

  • Trzytomowa publikacja o Jerzym Grzegorzewskim

    Wieczór promocyjny trzytomowego wydawnictwa poświęconego Jerzemu Grzegorzewskiemu | Teatr Narodowy, Scena przy Wierzbowej, 29 stycznia 2024. Fot. Marta Ankiersztejn

    Składają się na nią – wielokrotnie nagradzana To. Biografia Jerzego Grzegorzewskiego Maryli Zielińskiej oraz album fotograficzny Jerzy Grzegorzewski 1939–2005 pod red. Janusza Górskiego.

  • Spektakle Teatru Narodowego online

    Marcin Hycnar (Fuks), Robert Jarociński (Tolo), Małgorzata Kożuchowska (Lena), Zbigniew Zapasiewicz (Leon), Kamilla Baar (Lulusia), Oskar Hamerski (Witold) w KOSMOSIE Witolda Gombrowicza w reżyserii Jerzego Jarockiego. Fot. Stefan Okołowicz

    Wśród telewizyjnych wersji spektakli dostępnych online: Sędziowie w reż. Jerzego Grzegorzewskiego, Kosmos i Miłość na Krymie w reż. Jerzego Jarockiego, Śluby panieńskie w reż. Jana Englerta.

  • SZTUKA ROZMOWY. Podcast Teatru Narodowego

    Podcast Teatru Narodowego SZTUKA ROZMOWY

    Jak buduje się artystyczne relacje? Rozmowy z aktorkami i aktorami Teatru Narodowego. Zapraszamy do słuchania!

  • WYKŁADY OTWARTE Teatru Narodowego online (audio)

     Tomasz Sapryk (Grabarz), Mateusz Rusin (Józef Leon Girtak), Jerzy Radziwiłowicz (Pułkownik Manfred hr. Giers) w BEZIMIENNYM DZIELE Stanisława Ignacego Witkiewicza w reżyserii Jana Englerta. Premiera w Teatrze Narodowym 2 marca 2013. Fot. Andrzej Wencel

    Wykłady Teatru Narodowego online dotyczące badań nad twórczością wielkich osobowości polskiej kultury.